Wpisy z tagiem: Szeremietiewo

środa, 18 sierpnia 2010
Powrót
Sobota, 14 sierpnia. O piątej rano pobudka. W Polsce jest 20. w piątek jeszcze. O 7 rano, przy dworcu kolejowym, wsiadamy w autobus na lotnisko. Samolot do Moskwy (Aeroflot, Boeing 737) mamy o 10.20, ale jedziemy z wyprzedzeniem, gdyż jest sobota i mogą być korki, bo podobno dużo ludzi wyjeżdża z miasta.
czwartek, 05 sierpnia 2010
Moskwa

Czwartek, 29 lipca. Na lotnisku w Szeremietiewie lądujemy o 9.20. Zadanie na początek - dojechać do dworca jarosławskiego, zostawić bagaże i zarejestrować bilety. Zajmuje nam to w sumie czas do 13. Ruszamy na miasto. Czas mamy do 21.

Przede wszystkim jest wściekle gorąco - około 40 stopni w cieniu. W słońcu trudno nawet powiedzieć. Na początek Kreml. Okazuje się, że akurat w czwartki muzeum jest zamknięte. Oglądamy więc fontanny z postaciami z rosyjskich bajek (działają tylko 2 ale i tak ciekawy akcent), załapujemy się na zmianę warty.

 

Potem - Plac Czerwony, intensywne sesje zdjęciowe, gdzie komu pasuje :) Zdjęcia niestety chwilami niezbyt wyraźne, gdyż w całej Moskwie, ze względu na pożary, jest solidny smog.

i sobór Wasyla Błogosławionego - najbardziej znany symbol Moskwy. Wstęp 200 rubli, zdjęcia 160.

 

Ponieważ jest gorąco, zwiedzanie idzie nam w zwolnionym tempie. Mamy ochotę cos zjeść i odpocząć w klimatyzowanym pomieszczeniu, więc idziemy do GUMu, bo niedaleko i budynek wart obejrzenia.

 

GUM robi naprawdę wrażenie. Wystrój, mnóstwo sklepów, galeryjek, styl, itp. Czysto i elegancko. I drogo na pewno. Niestety klimatyzacja nie daje rady i na ostatnim piętrze gdzie jemy obiad jest niewiele chłodniej niż na dworze.

Po obiedzie idziemy obejrzeć Sobór Chrystusa Zbawiciela. Wstęp wolny, zakaz fotografowania.

 

I ostatni punkt, okrojonego ze względu na czas i upał programu, Arbat. Nadkładamy sporo drogi więc na Arbat docieramy zmęczeni, jest około 19. Rozdzielamy się - jest czas na spacer, piwo (150 rubli) i kupno pamiątek. Z tym ostatnim się ograniczamy, bo to dopiero początek podroży, a plecaki wypchane.

Po mieście poruszamy się metrem. Niektóre stacje robią wrażenie. Naprawdę.

O 21 wracamy na dworzec, mając nadzieję, że przed załadowaniem się do pociągu znajdziemy łazienkę z prysznicem. Okazuje się, że nie ma czegoś takiego jak prysznic dla podróżnych. Gigantyczny dworzec, trasy dalekobieżne a pryszniców niet. Na całe szczęście nasz pilot załatwia, ze możemy skorzystać z łazienki dla matki z dzieckiem :) Tak niewiele trzeba - szybki prysznic za 150 rubli, pierwszy od 36 godzin. Następny będzie, jak dobrze pójdzie, w Nowosybirsku, czyli w niedzielę.

Chwila na ostatnie zakupy (przede wszystkim chleb i woda) i zbieramy się z poczekalni na peron.

Do tej pory wszystko przebiegało bez zakłóceń i można się było spodziewać, że jakaś wtopa prędzej czy później się wydarzy.

15 minut przed odjazdem okazuje się, że jeden z kolegów zgubił paszport. Panika, histeria, nerwowe przeszukiwanie bagażu.

Jeśli paszportu nie znajdzie - będzie musiał zostać. Zostanie z nim jego kumpel. Lecą do sklepu i pod prysznic, ale dokumentów nie ma. Jesteśmy wszyscy w szoku, że tak łatwo nasze plany mogą lec w gruzach. Do odjazdu zostaje 5 minut i paszport się znajduje, był zagrzebany głęboko w bagażu. Lecimy do pociągu i wsiadamy w ostatniej chwili.

W wagonie temperatura 38 stopni i tak będzie co najmniej do północy.

Startujemy
Z Warszawy dojeżdżam do Kętrzyna PKSem, gdzie spotyka się cała ekipa. Jedzie nas 7 osób. Pakujemy się do busa i w drogę. Cel: przejście graniczne w Bezledach i potem - lotnisko w Kalliningradzie.