|
Ostatnie wpisy
Tagi
|
Wpisy z tagiem: Krasnojarsk
czwartek, 05 sierpnia 2010
Krasnojarsk
Rano pobudka i wysiadamy w Krasnojarsku. Jest 9 rano czasu miejscowego i mamy czas do 16, kiedy wsiądziemy do pociągu do Siewierobajkalska. Decyduję się na samotne połażenie po mieście.
Najpierw prysznic (tu na dworcu jest specjalna strefa odpoczynku, gdzie za 118 rubli można wziąć prysznic). W drodze na miasto zatrzymuję się w Subwayu na śniadanie i kawę. Trochę pada. Potem tak jak zwykle - spacer przez centrum (w Krasnojarsku sa 3 główne ulice) oraz nad rzekę (tym razem Jenisiej).
Po drodze chcę znaleźć kawiarenkę internetową, ale jedyne miejsce z dostępem do neta to biblioteka publiczna więc sobie daruję. Potem okazało się, że net jest również na głównej poczcie. Chciałabym obejrzeć miejscowy bazar, ale nie udaje mi się trafić na niego. Jedynie w kilku miejscach handlują owocami, warzywami i ziołami. Prawdziwego bazaru nie widać. Po sutym obiedzie poprzedniego dnia, postanawiam się dziś ograniczć. Kupuję po prostu 2 brzoskwinie. Ale w drodze powrotnej na dworzec trafiam na bar z soljanką i nie mogę się oprzeć mojej ulubionej zupie :)
Kupuję jeszcze na straganie pomidory i suszome morele z Turkmenistanu i jestem gotowa do drogi. W kolejce przy straganie zaczyna do mnie coś mówić jedna starsza kobieta. Niezbyt rozumiem, więc jej odpowiadam, że nie znam dobrze rosyjskiego. A ona mi na to, że mowię tak płynnie po rosyjsku, że myślała, że to mój ojczysty język:) Widać zrobiłam duży postęp. Faktycznie rozmowy na potoczne tematy nie sprawiają mi problemu, a to dopiero piąty dzień podróży. O 16 wsiadamy do pociagu do Siewierobajkalska. Pierwsze 12 godzin spędzamy w wagonie sypialnym, część z nas załapuje się na wersję "lux". Oznacza to, że dostajemy ciepły posiłek, pościel i podstawowe przybory podróżne. Ruszam na poszukiwanie gniazdka z prądem, żeby podładować akumulator w aparacie. Podpinam się do prądu i zaczynamy rozmawiać z "prowadnicą". Pochodzi z Mołdawii, z Kiszyniowa, gdzie byłam w zeszłym roku, więc tematów nie brakuje. Rozmawiamy o życiu w Polsce, Rosji, Mołdawii i na Syberii. Opowiada mi o Tyldzie gdzie mieszka, pokazuje zdjęcia domu, męża i kotów. A ja jej opowiadam, jak dojechać z Tyldy do Paryża, bo bardzo chciałaby się tam wybrać. Wieczorem mamy postoj w Tajszencie, ale jest ciemno i chłodno. Po kilku minutach na peronie wracam do przedziału. Nowosybirsk
Niedziela, 1 sierpnia. Wysiadamy około 7 rano czasu lokalnego (3 w nocy w Moskwie). Przez zmiany stref czasowych i długą jazdę pociągiem kompletnie rozregulował się nam zegar biologiczny. Śpimy kiedy to tylko możliwe.
Przed pójściem na miasto prysznic (150 rubli), tym razem w hotelu dworcowym. Potem byle jakie śniadanie w barze. Podczas zostawiania bagażu w przechowalni mamy głupią scysję z babą z obsługi. Uważa, że karimata przytroczona do plecaka "eto nienormalno" i żąda oddzielnej opłaty. Nie zamierzam płacić podwójnie. Szczęśliwie jeden z kolegów ma miejsce w plecaku i chowa "nienormalne" karimaty do siebie. Ruszamy w miasto. Plan jest prosty: spacer głównym prospektem w kierunku soboru Aleksandra Newskiego z 1898 roku, zwiedzenie soboru, potem obejrzeć przęsło starego mostu kolejowego (najcenniejszy obiekt w mieście). Most był zbudowany w latach 1893-1897, a rozebrany - w 2001.
Po drodze mijamy jeszcze zabytkową czasownicę oraz pomnik-symbol środka Rosji.
Kolejny punkt programu - rejs po O bie. Ponieważ jest niedziela, statki pływają co pół godziny. Statek zawozi nas na wyspę, gdzie możemy zostać półtorej godziny. Piękne słońce, widoki, piaszczysta plaża...
Efekt: juz po kilkunastu minutach wszyscy zasypiamy i spóźniamy się na powrót. Wracamy godzinę później, ale było super. Dzięki drzemce odzyskaliśmy siły. Po powrocie na brzeg idziemy w kierunku centrum. Główny cel: zjeść dobry obiad. Część z nas wybiera restaurację polecaną przez przewodnik Pascala: "Żyli Byli". Wystrój stylizowany na chłopską chatę. Obsługa miła, ceny akceptowalne, w menu duży wybór. Za 3 osoby razem z piwem i napiwkiem płacimy 900 rubli, więc niezbyt dużo, biorąc pod uwagę jakość i ilość jedzenia oraz miejsce. Po południu czas na obejrzenie reszty miasta i drobne zakupy. Jakie wrażenia z Nowosybirska? Duże miasto (ok 1,5 mln mieszkańców) w którym trudno poczuć klimat. Jak dla mnie - brakuje stylu. Przestronne ulice i place, sporo zieleni, jest czysto, także w przejściach podziemnych. Ale z drugiej strony chodniki w fatalnym stanie, brudne autobusy, trudno przejść przez ulice. Piesi traktowani są przez kierowców jak swołocz która w ogóle nie powinna istnieć. Podobnie jest w innych miastach. O 20 wsiadamy do pociągu do Krasnojarska. Pociąg jedzie z Moskwy. Jest o tyle słabo ze wszyscy mamy miejsca na górze, a pozostali pasażerowie nie wyglądają zbyt przyjaźnie więc niespecjalnie jest gdzie usiąść. Po kolacji idziemy spać, a Ci żądni wrażeń udają sie do wagonu restauracyjnego, gdzie prawie do świtu integrują się z żołnierzami rosyjskimi. |