|
Ostatnie wpisy
Tagi
|
Wpisy z tagiem: Angara
czwartek, 12 sierpnia 2010
Sobota, 7 sierpnia
W nocy zaczęło padać i deszcz towarzyszy nam praktycznie przez całą sobotę. Decydujemy się na przeprawę promem na drugi brzeg Angary do Listwjanki. Szybka pobudka i pakowanie. Nie ma co siedzieć w tej dziurze i patrzeć jak pada deszcz. Prom jest nieduży, zabiera 3-4 samochody i kilkunastu pasażerów. Wieje i solidnie pada. Gdy wysiadamy w Listwjance jesteśmy przemoczeni.W nocy zaczęło padać i deszcz towarzyszy nam praktycznie przez całą sobotę. Decydujemy się na przeprawę promem na drugi brzeg Angary do Listwjanki. Szybka pobudka i pakowanie. Nie ma co siedzieć w tej dziurze i patrzeć jak pada deszcz.
Prom jest nieduży, zabiera 3-4 samochody i kilkunastu pasażerów. Wieje i solidnie pada. Gdy wysiadamy w Listwjance jesteśmy przemoczeni. Idziemy do muzeum bajkalskiego. Potem, ponieważ cały czas leje, chcemy złapać marszrutkę do Irkucka. O 20.20 mamy pociąg do Chabarowska. Czekamy jakaś godzinę na przystanku koło muzeum. Bez skutku. Decydujemy więc że pójdziemy do centrum Listwianki na dworzec. Nie jest to daleko, ale w deszczu i z plecakami idziemy koło godziny. Na śniadanie zjadłam baton proteinowy więc idzie mi się dobrze. Idziemy poboczem szosy. Z lewej strony ochlapują nas samochody, z prawej - fale Bajkału, wzburzonego dzisiaj. Nie wiem czemu, przypomina mi się piosenka Stachury "Nie rozdziobią nas kruki". Do Irkucka docieramy ok 15. Oznacza to, że trasa z Portu Bajkal zajęła nam 4 godziny. Zostawiamy bagaże na dworcu autobusowym i idziemy na 3 godziny na miasto. Ja idę najpierw coś zjeść (rewelacyjna soljanka oczywiście) a potem powłóczyć się po mieście i porobić ostatnie zdjęcia starym drewnianym domom.
do okręgowego muzeum krajoznawczego. Po obejrzeniu ekspozycji czas na zakupy w sklepie z pamiątkami, przy kasie muzeum. Na razie to najlepsze miejsce z pamiątkami - wybór i ceny. Dużo biżuterii z przeróżnych kamieni za sensowne ceny.
Potem jakieś zakupy na drogę i z bagażami tramwajem jedziemy na dworzec kolejowy. Przed podróżą oczywiście prysznic (100 rubli) - w pociągu spędzimy 3 noce. Przed 20.20 lokujemy sie w pociągu. Mi za towarzystwo przypadają 3 osoby: Dania (3 lata), jego mama Jula i babcia Nina. Jadą do Bielogorska, mieszkaja w Blagoweszczenku (?), na granicy z Mongolią. Sa bardzo serdeczni, pomagają się rozlokować, częstują, a przede wszystkim sporo rozmawiamy. Oczywiście muszę opowiedzieć o trasie którą przebyliśmy :) Potem z resztą ekipy rozpoczynamy rozmowę z 2 Azerami, braćmi. Mieszkają niedaleko Ulan Ude. Ponieważ będą wysiadać w nocy, nie możemy rozmowy odkładać do jutra. Siedzimy i gadamy. Jeden z nich nieźle mówi po angielsku i cieszy się, że może poćwiczyć rozmowę. Przełączam się więc na angielski. Rozmawiamy o życiu w Polsce i w Azerbejdżanie. Dosiada się jeszcze Ukrainiec z Doniecka. O 1 w nocy żegnam się i idę spać. Port Bajkał
Bardzo szybko znajdujemy nocleg. Wystarczyło spytać się w sklepie z pamiątkami na dworcu. Warunki bardzo skromne. 3 osoby mają łóżka, reszta będzie spać na podłodze na karimatach. W obejściu nie ma studni, nie ma łazienki, ale jest bania :) Wodę gospodarz nosi z innego obejścia.
Idziemy się przejść - zobaczyć przede wszystkim jak Angara wpada do Bajkału. Po drugie - port. Kilkanaście zdezelowanych statków, jakieś maszyny, śmieci, rozwalające się domy. A jednak ludzie tu mieszkają. Widać, że osada umiera.
Gospodarz jest bardzo gościnny: parzy herbatę, udostępnia internet, przyrządza "pozy" (pyzy z baraniną), które mrożone kupiliśmy w sklepie, chętnie z nami rozmawia i puszcza ludową muzykę. W końcu szykuje banię. Ale nie potrafimy zrozumieć, że młody w sumie człowiek, na poziomie, oczytany, mieszka w takich warunkach i mu to nie przeszkadza. Nie ogarnie podwórka (chwasty do pasa), nie podciągnie wody, nie ogarnie domu. Mieszka w syfie i wcale mu to nie przeszkadza. Po kolacji idę dosłownie w kapciach, na drugą stronę torów, na pocztę, wysłać kartki do rodziny. Wylądowaliśmy na końcu świata.
środa, 11 sierpnia 2010
Bajkał
4 sierpnia, środa. Rano pobudka i jedziemy do portu, wsiąść do wodolotu Rakieta 15, do Irkucka. Przez cały dzień przepłyniemy 636 km - pokonamy szerokość geograficzną jak z Kaliningradu do Pragi.
Ponieważ często męczy mnie choroba lokomocyjna, od razu biorę aviomarin i pierwsze godziny rejsu przesypiam. A potem nawiązujemy rozmowę z jednym z podróżnych. Jest z pochodzenia Buriatem, pracuje jako milicjant w Siewierobajkalsku. Częstuje nas wędzoną rybą (Omul), szampanem i kawiorem. Ryb ma cały karton. Dookoła Bajkał, góry, i do tego takie śniadanie. Żyć nie umierać. Ja w rewanżu wyciągam kabanosy z Polski. Bardzo smakują :) Czas płynie nam bardzo fajnie i ciekawie. Co jakiś czas wychodzimy na pokład porobić zdjęcia i chłonąć widoki.
Wieje solidnie i jest chłodno, nie da się więc zbyt długo na zewnątrz wytrzymać. Około 14.30 przybijamy na 5 minut do wyspy Olchon - serca Bajkału.. Kilkanaście osób wysiada, kilka wsiada. Przy ujściu Angary, koło g. 19 przesiadamy sie do innego wodolotu, którym popłyniemy Angarą do samego Irkucka.
Na miejscu jesteśmy ok 20. Do hostelu jedziemy taksówkami, ale tym razem mamy mniej szczęścia. Wygląda na to, że taksówkarze nieźle nas naciągnęli. 300 rubli za kurs. Trudno. Już na pierwszy rzut oka widać, że miasto ma swój styl. Dużo starych kamienic i jeszcze starszych drewnianych domów. Właśnie w jednym z takich domów znajduje się nasz hostel. Warunki dobre, mieszkanie z klimatem.
Po krótkim odświeżeniu się, idziemy przejść się do centrum i na bulwar nad Angarą. Na bulwarze, słysząc polską mowę, podchodzi do nas kilku mężczyzn i zaczynamy rozmawiać. Jeden z nich to Polak z Lodzi, wybiera się następnego dnia samochodem do Magadanu. Jest w towarzystwie Ukraińca ze Stanisławowa i 2 Rosjan.
W drodze do domu zaliczamy sklep spożywczy w którym zaopatrujemy się w miejscowe specjały (kalmary i jakieś ryby) i inne artykuły potrzeb ne do dobrej imprezy. W końcu następnego dnia nie musimy się rano zrywać, więc możemy trochę pobiesiadować.
|