Wpisy z tagiem: Nowosybirsk

czwartek, 05 sierpnia 2010
Nowosybirsk

Niedziela, 1 sierpnia. Wysiadamy około 7 rano czasu lokalnego (3 w nocy w Moskwie). Przez zmiany stref czasowych i długą jazdę pociągiem kompletnie rozregulował się nam zegar biologiczny. Śpimy kiedy to tylko możliwe.

Przed pójściem na miasto prysznic (150 rubli), tym razem w hotelu dworcowym. Potem byle jakie śniadanie w barze. Podczas zostawiania bagażu w przechowalni mamy głupią scysję z babą z obsługi. Uważa, że karimata przytroczona do plecaka "eto nienormalno" i żąda oddzielnej opłaty. Nie zamierzam płacić podwójnie. Szczęśliwie jeden z kolegów ma miejsce w plecaku i chowa "nienormalne" karimaty do siebie.

Ruszamy w miasto. Plan jest prosty: spacer głównym prospektem w kierunku soboru Aleksandra Newskiego z 1898 roku, zwiedzenie soboru, potem obejrzeć przęsło starego mostu kolejowego (najcenniejszy obiekt w mieście). Most był zbudowany w latach 1893-1897, a rozebrany - w 2001.


Po drodze mijamy jeszcze zabytkową czasownicę oraz pomnik-symbol środka Rosji.

Kolejny punkt programu - rejs po O bie. Ponieważ jest niedziela, statki pływają co pół godziny. Statek zawozi nas na wyspę, gdzie możemy zostać półtorej godziny. Piękne słońce, widoki, piaszczysta plaża...

Efekt: juz po kilkunastu minutach wszyscy zasypiamy i spóźniamy się na powrót. Wracamy godzinę później, ale było super. Dzięki drzemce odzyskaliśmy siły. Po powrocie na brzeg idziemy w kierunku centrum. Główny cel: zjeść dobry obiad. Część z nas wybiera restaurację polecaną przez przewodnik Pascala: "Żyli Byli". Wystrój stylizowany na chłopską chatę. Obsługa miła, ceny akceptowalne, w menu duży wybór. Za 3 osoby razem z piwem i napiwkiem płacimy 900 rubli, więc niezbyt dużo, biorąc pod uwagę jakość i ilość jedzenia oraz miejsce.

Po południu czas na obejrzenie reszty miasta i drobne zakupy. Jakie wrażenia z Nowosybirska? Duże miasto (ok 1,5 mln mieszkańców) w którym trudno poczuć klimat. Jak dla mnie - brakuje stylu. Przestronne ulice i place, sporo zieleni, jest czysto, także w przejściach podziemnych. Ale z drugiej strony chodniki w fatalnym stanie, brudne autobusy, trudno przejść przez ulice. Piesi traktowani są przez kierowców jak swołocz która w ogóle nie powinna istnieć. Podobnie jest w innych miastach.

O 20 wsiadamy do pociągu do Krasnojarska. Pociąg jedzie z Moskwy. Jest o tyle słabo ze wszyscy mamy miejsca na górze, a pozostali pasażerowie nie wyglądają zbyt przyjaźnie  więc niespecjalnie jest gdzie usiąść. Po kolacji idziemy spać, a Ci żądni wrażeń udają sie do wagonu restauracyjnego, gdzie prawie do świtu integrują się z żołnierzami rosyjskimi.

31 lipca, sobota

Jesteśmy już w Azji. Ponieważ w ciągu dnia i tak nie ma co robić, śpimy do oporu. Potem łazienka, jakieś jedzenie i dalej spanie lub czytanie.
Krajobraz za oknami monotonny - brzozowe zagajniki naprzemian z niewielkimi osadami. Temperatura w wagonie 35 stopni wiec nie jest tragicznie.

 

Około godziny 14 postój 10 minut - Iszim. Robi się chłodniej, wydaje się, że upał mamy za sobą. W końcu jesteśmy na Syberii i najwyższy czas na temperaturę poniżej 30 stopni.

Jest koło 18. Czekamy na postój w Omsku, w którym w latach 1850-1854 Dostojewski przebywał na zesłaniu. Nie opłaca sie spać. Mam łóżko piętrowe, leżę i rozwiązuję krzyżówkę. Przychodzi "prowadnica" i zapina mi taśmy zabezpieczające przed spadnięciem z łóżka. Okazało się, że 2 wagony dalej kobieta spadła z łóżka i złamała rękę. Był dodatkowy postój, bo pogotowie zabrało ją do szpitala. Mam nadzieję, że naszą ekipę ominą takie atrakcje.

W Omsku trochę zdjęć na peronie oraz lody. Na przekąskę kupujemy suszone kalmary. Jutro czeka nas wczesna pobudka - wysiadamy w Nowosybirsku.

14:09, transsib2010
Link Dodaj komentarz »
Piątek, 30 lipca

Niestety nie mamy miejsc wszyscy razem. Ma to jednak dobra stronę - szybciej nawiązujemy kontakty ze współpasażerami. Ja mam za sąsiadów 2 dziewczyny - Lilę z Moskwy i Irminę z Tomska. Irmina jest nauczycielką angielskiego. Trzeci współtowarzysz to Artiom, z Moskwy, Pracuje jako ochroniarz.

W wagonie jest sporo nastolatków i w kolejce do toalety poznaje Ninę - ich opiekunkę. Są z Nowosybirska i wracają do domu z wycieczki po Europie - byli między innymi w Paryżu, Wiedniu i w Krakowie. Jedna z dziewczynek nawet opowiada, ze Krąków bardziej jej się podobał niż Paryż :)

Rano temperatura w wagonie: 35 stopni. W nocy było trochę chłodniej więc spało się dobrze. Zresztą ja śpię dobrze praktycznie zawsze. Po porannej "toalecie", kawie i śniadaniu, trochę rozmawiamy, potem każdy zajmuje sie sobą: drzemka, czytanie, krzyżówki, karty, zdjęcia. I tak mija nam czas do Kirowa, gdzie zatrzymujemy sie około 14.

Mamy 15 minut przerwy. Peron w Kirowie - jak to peron. Pociągi na obydwu torach, a na peronie turyści usiłujący złapać trochę cienia i świeżego powietrza. Można sie sprężyć i skoczyć do sklepu po wodę czy zimne piwo.

Albo po prostu na peronie kupić lody. W taki upał nie chce sie jeść. Poza lodami - kilka straganów z zabawkami i pluszakami, także dużymi. I o dziwo ludzie to kupują.

Jedziemy dalej. Temperatura w wagonie 42 stopni. Nikt nie narzeka, podchodzimy do warunków na spokojnie. Podroż zdecydowanie dla wytrzymałych. Połowa ludzi śpi, reszta coś podjada lub popija.

Kolejny przystanek - Baliezino. Znów 20 minut na peronie. Dużo więcej handlarzy, więcej towaru. Świetna pora na lody, które są rewelacyjne. Udaje mi się również kupić kilka pomidorów, za którymi już się stęskniłam.

Jedziemy dalej, ale jest tak gorąco, że decydujemy się pójść do wagonu restauracyjnego. Ceny wysokie, ale wagon klimatyzowany, więc warto coś zjeść i wypić, żeby przy okazji się schłodzić. Tak mija kolejna godzina.

Ostatni przystanek przed wjechaniem do Azji to Perm. Zatrzymujemy sie znów na 20 minut. Jest super, bo w końcu trochę chłodniej.

Jedziemy dalej. Mamy plan, żeby doczekać do granicy między Europą i Azją. Będzie to dopiero kolo 3.30, i dotrwają nieliczni (ja nie). W międzyczasie zasiadamy do piwka i ćwiczymy rosyjski ze współtowarzyszami. Gdy brakuje słów, pomagamy sobie po angielsku i francusku. Zaglądają do nas również dzieciaki, porozmawiać trochę. Z czasem imprezka się zmniejsza, zostają nieliczni.