Blog > Komentarze do wpisu
Powrót
Sobota, 14 sierpnia. O piątej rano pobudka. W Polsce jest 20. w piątek jeszcze. O 7 rano, przy dworcu kolejowym, wsiadamy w autobus na lotnisko. Samolot do Moskwy (Aeroflot, Boeing 737) mamy o 10.20, ale jedziemy z wyprzedzeniem, gdyż jest sobota i mogą być korki, bo podobno dużo ludzi wyjeżdża z miasta.

To co mnie irytuje na rosyjskich lotniskach - pasażerowie obawiają się, że ich bagaż zostanie uszkodzony, więc jakieś 80% dodatkowo opakowuje bagaż w folię. Oczywiście usługa dodatkowo płatna, około 200 rubli. Zamiast domagać się od przewoźnika, żeby dbał o bagaż (jakoś) jak potulne baranki płącą dodatkowy haracz.

Lot trwa 9 godzin. W trakcie serwowania pierwszego posiłku (ryba z ryżem, beznadziejna) są tak duże turbulencje, że obsługa przerywa serwis i przypina się pasami. My również mamy siedzieć zapięci, nie wolno korzystać z toalety. Te atrakcje trwają jakieś półtorej godziny, potem jest spokój. Ja wychodzę z założenia, że jeżeli kompletnie nie mam wpływu na sytuację, to najlepiej będzie jak skupię się na jedzeniu, a potem pójdę spać. To moja strategia w trakcie lotów samolotem, i jak narazie działa. Nie ma co się stresować sprawami które kompletnie od nas nie zależą. Warunki atmosferyczne są bardzo dobre, a turbulencje to w końcu normalne zjawisko.

Jest rewelacyjna widoczność, więc pomimo tego, że lecimy jakieś 9000 m nad ziemią, widać prawie wszystko. Przede wszystkim rzucają się w oczy dziesiątki wijących się pośród zieleni rzek... Do tego piękne słońce. Oczywiście nie wytrzymujemy nerwowo i robimy zdjęcia przez lekko oszronione okienko samolotu. Jakość słaba, ale zawsze coś :)

Jakieś 3 godziny przed lądowaniem dostajemy drugi posiłek. Kategorycznie odmawiamy konsumpcji po raz drugi ryby z ryżem, więc załapujmy się na kurczaka z ryżem :) Ale nie ma co narzekać. Drugi obiad w ciągu jednego dnia.

W międzyczasie przelatujemy nad Uralem, i jesteśmy w Europie :)

Po wylądowaniu mamy jakieś 3,5 godziny do kolejnego lotu, do Kalliningradu. W Moskwie upał, na całe szczęście lotnisko Szeremietiewo dobrze klimatyzowane. Kręcimy się po terminalu w tę i z powrotem, aż w końcu zainteresowała się nami milicja. Wzbudził ich czujność fakt, że wiza rosyjska kończy nam się dokładnie tego dnia, o północy. Na całe szczęście wszystkie kwity mamy w porządku, w tym miejscowy meldunek. Powrót cd

środa, 18 sierpnia 2010, transsib2010