|
|
Blog > Komentarze do wpisu
Piątek, 30 lipca
Niestety nie mamy miejsc wszyscy razem. Ma to jednak dobra stronę - szybciej nawiązujemy kontakty ze współpasażerami. Ja mam za sąsiadów 2 dziewczyny - Lilę z Moskwy i Irminę z Tomska. Irmina jest nauczycielką angielskiego. Trzeci współtowarzysz to Artiom, z Moskwy, Pracuje jako ochroniarz.
W wagonie jest sporo nastolatków i w kolejce do toalety poznaje Ninę - ich opiekunkę. Są z Nowosybirska i wracają do domu z wycieczki po Europie - byli między innymi w Paryżu, Wiedniu i w Krakowie. Jedna z dziewczynek nawet opowiada, ze Krąków bardziej jej się podobał niż Paryż :) Rano temperatura w wagonie: 35 stopni. W nocy było trochę chłodniej więc spało się dobrze. Zresztą ja śpię dobrze praktycznie zawsze. Po porannej "toalecie", kawie i śniadaniu, trochę rozmawiamy, potem każdy zajmuje sie sobą: drzemka, czytanie, krzyżówki, karty, zdjęcia. I tak mija nam czas do Kirowa, gdzie zatrzymujemy sie około 14. Mamy 15 minut przerwy. Peron w Kirowie - jak to peron. Pociągi na obydwu torach, a na peronie turyści usiłujący złapać trochę cienia i świeżego powietrza. Można sie sprężyć i skoczyć do sklepu po wodę czy zimne piwo.
Albo po prostu na peronie kupić lody. W taki upał nie chce sie jeść. Poza lodami - kilka straganów z zabawkami i pluszakami, także dużymi. I o dziwo ludzie to kupują.
Jedziemy dalej. Temperatura w wagonie 42 stopni. Nikt nie narzeka, podchodzimy do warunków na spokojnie. Podroż zdecydowanie dla wytrzymałych. Połowa ludzi śpi, reszta coś podjada lub popija. Kolejny przystanek - Baliezino. Znów 20 minut na peronie. Dużo więcej handlarzy, więcej towaru. Świetna pora na lody, które są rewelacyjne. Udaje mi się również kupić kilka pomidorów, za którymi już się stęskniłam.
Jedziemy dalej, ale jest tak gorąco, że decydujemy się pójść do wagonu restauracyjnego. Ceny wysokie, ale wagon klimatyzowany, więc warto coś zjeść i wypić, żeby przy okazji się schłodzić. Tak mija kolejna godzina. Ostatni przystanek przed wjechaniem do Azji to Perm. Zatrzymujemy sie znów na 20 minut. Jest super, bo w końcu trochę chłodniej. Jedziemy dalej. Mamy plan, żeby doczekać do granicy między Europą i Azją. Będzie to dopiero kolo 3.30, i dotrwają nieliczni (ja nie). W międzyczasie zasiadamy do piwka i ćwiczymy rosyjski ze współtowarzyszami. Gdy brakuje słów, pomagamy sobie po angielsku i francusku. Zaglądają do nas również dzieciaki, porozmawiać trochę. Z czasem imprezka się zmniejsza, zostają nieliczni. czwartek, 05 sierpnia 2010, transsib2010
|