|
|
Blog > Komentarze do wpisu
Nowosybirsk
Niedziela, 1 sierpnia. Wysiadamy około 7 rano czasu lokalnego (3 w nocy w Moskwie). Przez zmiany stref czasowych i długą jazdę pociągiem kompletnie rozregulował się nam zegar biologiczny. Śpimy kiedy to tylko możliwe.
Przed pójściem na miasto prysznic (150 rubli), tym razem w hotelu dworcowym. Potem byle jakie śniadanie w barze. Podczas zostawiania bagażu w przechowalni mamy głupią scysję z babą z obsługi. Uważa, że karimata przytroczona do plecaka "eto nienormalno" i żąda oddzielnej opłaty. Nie zamierzam płacić podwójnie. Szczęśliwie jeden z kolegów ma miejsce w plecaku i chowa "nienormalne" karimaty do siebie. Ruszamy w miasto. Plan jest prosty: spacer głównym prospektem w kierunku soboru Aleksandra Newskiego z 1898 roku, zwiedzenie soboru, potem obejrzeć przęsło starego mostu kolejowego (najcenniejszy obiekt w mieście). Most był zbudowany w latach 1893-1897, a rozebrany - w 2001.
Po drodze mijamy jeszcze zabytkową czasownicę oraz pomnik-symbol środka Rosji.
Kolejny punkt programu - rejs po O bie. Ponieważ jest niedziela, statki pływają co pół godziny. Statek zawozi nas na wyspę, gdzie możemy zostać półtorej godziny. Piękne słońce, widoki, piaszczysta plaża...
Efekt: juz po kilkunastu minutach wszyscy zasypiamy i spóźniamy się na powrót. Wracamy godzinę później, ale było super. Dzięki drzemce odzyskaliśmy siły. Po powrocie na brzeg idziemy w kierunku centrum. Główny cel: zjeść dobry obiad. Część z nas wybiera restaurację polecaną przez przewodnik Pascala: "Żyli Byli". Wystrój stylizowany na chłopską chatę. Obsługa miła, ceny akceptowalne, w menu duży wybór. Za 3 osoby razem z piwem i napiwkiem płacimy 900 rubli, więc niezbyt dużo, biorąc pod uwagę jakość i ilość jedzenia oraz miejsce. Po południu czas na obejrzenie reszty miasta i drobne zakupy. Jakie wrażenia z Nowosybirska? Duże miasto (ok 1,5 mln mieszkańców) w którym trudno poczuć klimat. Jak dla mnie - brakuje stylu. Przestronne ulice i place, sporo zieleni, jest czysto, także w przejściach podziemnych. Ale z drugiej strony chodniki w fatalnym stanie, brudne autobusy, trudno przejść przez ulice. Piesi traktowani są przez kierowców jak swołocz która w ogóle nie powinna istnieć. Podobnie jest w innych miastach. O 20 wsiadamy do pociągu do Krasnojarska. Pociąg jedzie z Moskwy. Jest o tyle słabo ze wszyscy mamy miejsca na górze, a pozostali pasażerowie nie wyglądają zbyt przyjaźnie więc niespecjalnie jest gdzie usiąść. Po kolacji idziemy spać, a Ci żądni wrażeń udają sie do wagonu restauracyjnego, gdzie prawie do świtu integrują się z żołnierzami rosyjskimi. czwartek, 05 sierpnia 2010, transsib2010
|