Blog > Komentarze do wpisu
Krasnojarsk

Rano pobudka i wysiadamy w Krasnojarsku. Jest 9 rano czasu miejscowego i mamy czas do 16, kiedy wsiądziemy do pociągu do Siewierobajkalska. Decyduję się na samotne połażenie po mieście.

Najpierw prysznic (tu na dworcu jest specjalna strefa odpoczynku, gdzie za 118 rubli można wziąć prysznic). W drodze na miasto zatrzymuję się w Subwayu na śniadanie i kawę. Trochę pada. Potem tak jak zwykle - spacer przez centrum (w Krasnojarsku sa 3 główne ulice) oraz nad rzekę (tym razem Jenisiej).

Po drodze chcę znaleźć kawiarenkę internetową, ale jedyne miejsce z dostępem do neta to biblioteka publiczna więc sobie daruję. Potem okazało się, że net jest również na głównej poczcie.

Chciałabym obejrzeć miejscowy bazar, ale nie udaje mi się trafić na niego. Jedynie w kilku miejscach handlują owocami, warzywami i ziołami.

Prawdziwego bazaru nie widać. Po sutym obiedzie poprzedniego dnia, postanawiam się dziś ograniczć. Kupuję po prostu 2 brzoskwinie. Ale w drodze powrotnej na dworzec trafiam na bar z soljanką i nie mogę się oprzeć mojej ulubionej zupie :)

Kupuję jeszcze na straganie pomidory i suszome morele z Turkmenistanu i jestem gotowa do drogi. W kolejce przy straganie zaczyna do mnie coś mówić jedna starsza kobieta. Niezbyt rozumiem, więc jej odpowiadam, że nie znam dobrze rosyjskiego. A ona mi na to, że mowię tak płynnie po rosyjsku, że myślała, że to mój ojczysty język:) Widać zrobiłam duży postęp. Faktycznie rozmowy na potoczne tematy nie sprawiają mi problemu, a to dopiero piąty dzień podróży.

O 16 wsiadamy do pociagu do Siewierobajkalska. Pierwsze 12 godzin spędzamy w wagonie sypialnym, część z nas załapuje się na wersję "lux". Oznacza to, że dostajemy ciepły posiłek, pościel i podstawowe przybory podróżne.

Ruszam na poszukiwanie gniazdka z prądem, żeby podładować akumulator w aparacie. Podpinam się do prądu i zaczynamy rozmawiać z "prowadnicą". Pochodzi z Mołdawii, z Kiszyniowa, gdzie byłam w zeszłym roku, więc tematów nie brakuje. Rozmawiamy o życiu w Polsce, Rosji, Mołdawii i na Syberii. Opowiada mi o Tyldzie gdzie mieszka, pokazuje zdjęcia domu, męża i kotów. A ja jej opowiadam, jak dojechać z Tyldy do Paryża, bo bardzo chciałaby się tam wybrać.

Wieczorem mamy postoj w Tajszencie, ale jest ciemno i chłodno. Po kilku minutach na peronie wracam do przedziału.

czwartek, 05 sierpnia 2010, transsib2010