Blog > Komentarze do wpisu
3 sierpnia, środa

O godz. 6 rano przesiadamy się do wagonu plackartnego. Do Siewierobajkalska mamy 14 godzin jazdy. W Bracku wysiada sporo ludzi, robi się luźniej. Coraz więcej jest pasażerów o azjatyckich rysach twarzy.

Zaczyna ze mną rozmawiać jeden z podróżnych, ale ma bardzo specyficzny akcent i trudno go zrozumieć. Widać, że jest spragniony rozmowy, ale domyślanie się o co mu chodzi jest męczące. Dobrze, że jesteśmy w większej grupie, bo będzie miał z kim rozmawiać, póki nas nie zamęczy. Za oknami monotonny krajobraz - las, głównie brzozowy. Czasem widać wsie ze starymi chatami. Nie ma niestety na razie jak robić zdjęć, bo okna są okropnie brudne i do tego się nie otwierają. No i w wagonie nie ma gniazdka do prądu, więc nie można podładować akumulatora w aparacie.

 

Tak jak w poprzednie dni w pociągu: jemy, śpimy i rozmawiamy. Co jakiś czas są krótkie postoje. W Lenie mamy 30 minut, ale miasteczko ciężko rozczarowuje swoją szpetotą i brudem.

Robimy kilka zdjeć i kupujemy na straganie łagasz (chleb) i jagody - podobne do naszych, ale podłużne. Po spróbowaniu, już w wagonie, okazuje się. że są kwaśne i gorzkawe. Ale jedna z pasażerek uspokaja, że sę bardzo zdrowe, tylko potrzeba do nich cukru. Udaje mi się w końcu otworzyć okno i zrobić kilka zdjęć.

O 20 dojeżdamy do Siewierobajkalska. Taksówkami jedziemy do schroniska.

Pierwsze wrażenie i miasteczka i schroniska bardzo kiepskie. Ale gdy wchodzimy do środka, okazuje się że warunki skromne, ale do przyjęcia: jest kuchnia, łazienka i czekają na nas w końcu normalne łóżka do spania - pierwszy nocleg w łóżku od wyjazdu z domu :)

Po kolacji idziemy rozejrzeć się po mieście. Drugie wrażenie niewiele lepsze od pierwszego: bloki, domki z drewna i dykty, krowy pasące sie na trawniku :) Niby jest czysto, ale miasteczko zaniedbane, taki prowincjonalny syf.

 

 

środa, 11 sierpnia 2010, transsib2010